Stare śmiecie...
Mogła się zachowywać tak jakby tamto zdarzenie nie miało miejsca, a z czasem może była by uznana za normalną. Mogła, ale tak nie postąpiła. Ukazała swe prawdziwe i dzikie oblicze. Każdego kto ją zaczepił traktowała tak samo i zwykle kończyło się kilkoma zadrapaniami na ciele osoby prowokującej jakikolwiek kontakt. A przyznać trzeba że miała czym zadrapać swoje ofiary. Swym niegdyś zadbanym paznokciom poświęcała dużo czasu aby były ostrymi pazurami. Wszelkie odżywki do paznokci spełniały swą rolę. szpony na końcach palców były twarde, a codzienne pielęgnowanie pilnikiem powodowało że również były ostre. W myśl pewnych poglądów ewolucyjnych "narządy nieużywane zanikają" zaczęła swymi pazurami zostawiać cząstkę siebie i swojej "twórczości" na każdym drewnianym przedmiocie.
Jej rodzice nie byli obojętni wobec jej zachowania. Widzieli co ona robi. Zmuszali ją do wizyt u różnych psychoterapeutów w nadziei że znormalnieje. Nie wzięli pod uwagę jednak że dla niej to wszyscy ją otaczający są nie normalni. Każda wizyta w poradni kończyła się tak samo. Zawsze opowiadała historie wcześniej wymyślone. Szczegóły były dopracowane a treść jej przekazu nigdy się nie zmieniała. Wszystkie te wizyty dowiodły tylko dwóch rzeczy. Była bardzo inteligentną i normalną osobą, co sprawiło kłopot jej rodzicom którzy byli posądzani o nieprawidłowy sposób wychowania córki.
Odkąd jej znajomych można było podzielić na tych co wiedzą i na tych co nie wiedzą, zaczęła bardziej zwracać uwagę na świat ją otaczających. Dziecięcy raj przemienił się w piekło realności. Bynajmniej to ją nie przerażało, wręcz przeciwnie. Smoialła się z tej dzikości i chciwości otaczających ją ludzi. Zaczynała z nich kpić.